Szef EBC: Uratowaliśmy euro. Niemiecka bankowość nie nadąża za światem

psav zdjęcie główneDowodem tego zwycięstwa jest fakt, że strefa euro przetrwała – co gdy obejmował urząd w listopadzie 2011 r. wcale nie było pewne – a przeciwnicy wspólnej waluty przegrali: najpierw podczas kryzysu w Grecji, a następnie w wyborach do Parlamentu Europejskiego wiosną tego roku.
Jak przekonuje Draghi, to zwycięstwo wcale nie było łatwe i właściwie przez całą kadencję musiał bronić polityki stymulowania gospodarki, co nie podobało się gubernatorom banków centralnych z krajów północy, zwłaszcza Niemiec.
„Mówiłem od 2014 roku o polityce fiskalnej jako koniecznym uzupełnieniu polityki monetarnej. Teraz ta potrzeba jest pilniejsza niż przedtem. Polityka monetarna nadal będzie spełniać swoje zadania, ale w miarę rozwoju sytuacji będą coraz bardziej widoczne skutki uboczne. Czy zrobiliśmy wystarczająco dużo? Tak, zrobiliśmy wystarczająco dużo – i możemy zrobić więcej. Czego nam brakuje? Odpowiedzią jest polityka fiskalna, to duża różnica między Europą a USA” – mówi Draghi o tym, jak widzi rolę EBC.
W Niemczech, które kryzys dotknął w niewielkim stopniu i które trzymały dyscyplinę budżetową, istniał duży sprzeciw wobec pomocy dla krajów południowej części strefy euro. „Argumentowałem, że powinni spróbować dostrzec, że na świecie jest nie tylko jeden kraj, że rzeczywistość jest bardziej złożona niż tylko jeden kraj” – wspomina.
W rozmowie z „FT” Draghi nie krytykuje wprost ani Bundesbanku, ani jego szefa Jensa Weidmanna, z którym miał napięte stosunki, ale przekonuje, że niemiecki bank centralny wciąż postrzega swoją rolę tak jak 20 czy 50 lat temu – w sposób nieadekwatny do dzisiejszych czasów. „Wraz z euro weszliśmy do nowego świata, a ten świat zmienia się szybko” – przekonuje.
Draghi uważa, że w czasach niskiej inflacji, pakietów oszczędnościowych i wysokiego bezrobocia na peryferiach unii walutowej EBC musiał interweniować, przy pełnym wsparciu wszystkich państw członkowskich lub bez takiego wsparcia. „Byłoby o wiele lepiej, gdybyśmy mieli jednomyślność od samego początku. Kiedy zrozumiałem, że tak się nie stanie, (brak jednomyślności) była to cena niezbędna do zapłacenia” – mówi.
Do podobnych rozbieżności dochodziło w kwestii dalszej pomocy dla Grecji, zwłaszcza gdy w reakcji na narzuconą jej politykę oszczędnościową do władzy doszła radykalnie lewicowa Syriza. Wiele osób w Niemczech uważało, że z ekonomicznego punktu widzenia pozwolenie Grecji na wyjście ze strefy euro ma sens.
Draghi wspomina, że na jednym ze spotkań ministrów finansów eurogrupy odparł sugestię ówczesnego ministra finansów Niemiec Wolfganga Schaeublego, że EBC powinien był dawno temu odciąć pomoc dla Aten. „Powiedziałem: +Słuchaj, jeśli chcesz wypchnąć Grecję ze strefy euro, to zrób to, nie używaj do tego EBC+”.
Draghi przyznaje, że mieszkańcy Grecji zapłacili „straszliwą” cenę za kryzys, ale jest nadzieja, bo wydaje się, że został on przezwyciężony. Odrzuca też sugestię, którą powtarzał m.in. Schaeuble, że polityka EBC, w tym pomoc dla Grecji, napędzały poparcie dla populistycznej Alternatywy dla Niemiec. „Wypełnialiśmy nasze zadania, traktat wzywa nas do podejmowania działań w celu zachowania stabilności euro” – wyjaśnia.
Szef EBC odniósł się do ogłoszonego na początku miesiąca nowego programu stymulowania gospodarki w strefie euro. Wyjaśnił, że jest to konieczne z powodu czynników zewnętrznych, takich jak amerykańsko-chińska wojna handlowa, ryzyko twardego brexitu, ale także ze względu na utrzymujące się strukturalne problemy w niektórych krajach strefy euro.
Decyzja o jego uruchomieniu znów nie była jednomyślna, część członków Rady Gubernatorów była programowi przeciwna, zaś niemieckie tabloidy ponownie przedstawiały Draghiego jako wampira wysysającego niemieckie oszczędności. „Perspektywy się pogorszyły, szczególnie dla przemysłu, a inflacja nie jest zgodna z naszymi założeniami” – bronił programu Draghi.
1 listopada Draghiego w roli szefa EBC zastąpi dotychczasowa dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde.
>>> Czytaj też: Kandydaci z Węgier i Rumunii nie mogą być komisarzami UE. Odrzuciła ich komisja PE