Funt nie boi się brexitu, jest najdroższy od 2 lat

psav zdjęcie główneOd początku roku brytyjska waluta w relacji do
złotego zdrożała o ok. 20 gr i osiągnęła wartości zbliżone do 5 zł. Część tego
4-procentowego umocnienia funta do złotego wynika z ogólnej słabości polskiej
waluty. Funt umocnił się jednak również o ok. 3 proc. do euro i 2 proc. do
dolara. Jak to możliwe, skoro z Wielkiej Brytanii wycofują się zagraniczni
inwestorzy, a widmo chaotycznego brexitu może zagrażać podstawowym funkcjom
całego kraju?Polityczny
bałaganKampania dotycząca umowy o wyjściu z Unii
Europejskiej doprowadziła do jeszcze większej polaryzacji na brytyjskiej scenie
politycznej. W kwestii brexitu istnieją olbrzymie podziały zarówno wśród
rządzących torysów, jak i wewnątrz opozycyjnej partii pracy. Dowód na to
stanowi odejście siedmiu konserwatystów i trzech laburzystów w ostatnich
godzinach i utworzenie nowej niezależnej grupy w brytyjskiej Izbie Gmin.Premier Theresa May wielokrotnie przegrała w
ostatnich miesiącach ważne głosowania dotyczące brexitu, co jest przede
wszystkim rezultatem silnej opozycji wśród kiludziesięciu konserwatystów w
sprawie backstopu, czyli awaryjnego mechanizmu, który w przypadku braku nowej
umowy handlowej pomiędzy Unią i Wielką Brytanią zagwarantuje brak granicy na
irlandzkiej wyspie. Backstop nie może być bezterminowy według
konserwatywnych rebeliantów, gdyż spowodowałby konieczność utrzymywania unii
celnej pomiędzy Wielką Brytanią i Unią Europejską, czyli byłby zaprzeczeniem
głównego powodu opuszczenia wspólnoty. Premier May musi więc renegocjować
uzgodnioną już umowę (stąd jej środowa wizyta w Brukseli i spotkanie z szefem
KE), by eurosceptyczni konserwatyści zaakceptowali jakiekolwiek porozumienie i
kraj uniknął chaotycznego opuszczenia Unii.Backstop
zagrożeniem, ale i szansąKonserwatyści proponowali przez ostatnie
tygodnie (zresztą również podczas wcześniejszych negocjacji), by kwestie
kontroli granicznych pomiędzy Irlandią i Irlandią Północną były rozwiązane
dzięki nowoczesnej technologii. Do tej pory jednak takie narzędzia nie zostały
wymyślone i w rezultacie kontrole i tak musiałby być prowadzone na normalnych
zasadach, co zaburzyłoby wymianę handlową i przypomniałoby tragiczne wydarzenia
konfliktu na irlandzkiej wyspie, które pochłonęły kilka tysięcy ofiar. W
rezultacie w minionych godzinach konserwatyści wycofali się z tego pomysłu i
chcą innych ustępstw od UE, które pozwoliłby na akceptację umowy przez
eurosceptycznych torysów. Jakich?Przede wszystkim eurosceptycy, którzy budowali
swój wizerunek na sprzeciwie w stosunku do Brukseli, potrzebują jakiejś
marchewki. Być może byłoby nią bardziej dobitne zaznaczanie, że backstop ma
charakter czasowy i priorytetem jest przygotowanie finalnej umowy handlowej.
Ten proces rozpocznie się jednak dopiero po formalnym opuszczeniu UE. Umowa
natomiast, jeżeli okaże się to konieczne, ureguluje kwestie granicy bez
potrzeby jej fizycznego wprowadzenia. Unia być może by się zgodziła na zrobienie
wszystkiego, co możliwe, by nie było potrzeby aktywacji backstopu, ale na pewno
się nie zgodzi na wpisanie konkretnej daty. Bez daty z kolei najbardziej
zatwardziali eurosceptycy nie ogłoszą zwycięstwa. Choć problem wydaje się nie
do rozwiązania, to jednak wyłącznie polityczny detal, który może być
doprecyzowany w kolejnych latach (w końcu premier May zgodziła się na
problematyczny backstop podczas kilkunastu miesięcy negocjacji).Gdy będziemy się więc zbliżać do kluczowej daty
(29 marca) i zagrożenie chaotycznym brexitem będzie rosło, wtedy presjbackstopa na konserwatystów może być na tyle duża, by finalnie
przyjąć zaproponowane rozwiązanie z niewielkimi zmianami. To może być
uzgodnione dosłownie w kilka godzin. Kontrola
parlamentuGdy jednak okaże się, że pod koniec lutego
konserwatyści nadal są w rozsypce, a premier May niczego nie uzyskała w
Brukseli, większą rolę nad procesem negocjacji może przejąć brytyjski
parlament. Chociaż nie zdoła on przygotować szybko nowej umowy, to jednak
zachowuje przekonanie, że chaotycznego brexitu trzeba uniknąć.Wtedy możliwe jest przedłużenie okresu
negocjacyjnego, zwłaszcza gdyby doszło do wcześniejszych wyborów w Wielkiej
Brytanii. Dłuższe negocjacje oznaczają jednak jeszcze mniejsze szanse na
chaotyczny brexit. Ciekawostką natomiast byłoby, gdyby
przedłużające się negocjacje spowodowały konieczność kandydowania Brytyjczyków
do Parlamentu Europejskiego. Formalnie pozostaliby w Unii, więc powinni brać
udział w wyborach. Gdy jednak doszłoby do faktycznego opuszczenia UE, to
musieliby się szybko pożegnać z nowymi mandatami.Politycy
lepsi niż wyborcyInwestorzy wierzą w jeszcze inną ważną kwestię.
Politycy, akurat w kwestii brexitu, mogą być zdecydowanie bardziej
przewidywalni niż wyborcy. Decyzja o opuszczeniu UE w referendum z czerwca 2016
r. była całkowitym zaskoczeniem dla rynków, gdyż badania opinii publicznej
niedoszacowały siły eurosceptyków.Obecnie chaotyczny brexit nie ma poparcia w
parlamencie, a jakakolwiek umowa spowodowałaby prawdopodobnie wyraźnie
umocnienie funta. Zmniejsza ona negatywne gospodarcze skutki opuszczenia Unii,
a także otwiera drzwi dla Banku Anglii do podwyżki stóp procentowych, co zwykle
pozytywnie wpływa na waluty. Negocjacje dotyczące finalnej umowy handlowej
mogą także przebiegać w stronę bliskich relacji z Unią, zwłaszcza że zachowanie
się japońskich przedsiębiorstw z sektora motoryzacyjnego jasno sugeruje, że bez
bliskich relacji z Unią inwestycji w produkcję samochodów czy części na Wyspach
nie będzie. Szansa
na dalsze umocnienie funtaRynek może więc przytomnie oceniać, że mimo
upływającego czasu i braku porozumienia z Unią realne ryzyko chaotycznego
brexitu jest niewielkie. Ogólnie brytyjska waluta jest nadal o ok. 10 proc.
słabsza niż przed referendum o opuszczeniu Unii. W najbliższych miesiącach, w
przypadku porozumienia, funt powinien odrabiać część tego poreferendalnego
osłabienia i umocnić się nawet o ok. 5 proc. To oznaczałoby wyceny sterlinga do
złotego na poziomie ok. 5,25 zł.Oczywiście w przypadku braku umowy z Unią i
chaotycznego brexitu spadki funta byłby dramatyczne i mogłyby wynieść więcej
niż 10 proc. Realnie jednak ryzyko tak negatywnego scenariusza jest mało
prawdopodobne. >>> Czytaj też: Co jest największym wyzwaniem w 2019 r.? Brexit i osłabienie światowej koniunktury