Blockchain to nie Święty Graal bezpieczeństwa. Czy można zaufać technologii?

psav zdjęcie główneWedług Światowego Forum Ekonomicznego nawet 10 proc. globalnego PKB może być przechowywane w łańcuchu
bloków do 2025 r. Technologia blockchain i rozproszonej księgi rachunkowej
(DLT) już teraz jest wykorzystywana w wielu sektorach: w identyfikatorach
produktów, dokumentacji medycznej, rejestrach gruntów czy umowach ubezpieczeniowych. Blockchain obiecuje oddać kontrolę nad danymi ludziom. Paradoks polega na tym,
że blockchain eliminuje potrzebę zaufania do pośredników (notariuszy,
ubezpieczycieli i bankowców), wymagając od nas zaufania technologii.Co może wydarzyć się w 2050 r., kiedy
to 50 proc. światowego PKB będzie na blockchainie? WEF nie łudzi się, że jeśli
technologia okaże się zbyt trudna do zabezpieczenia, blockchain zniknie w cyfrowej
otchłani: najnowsza historia podpowiada, że „dziurawe” bezpieczeństwo nie stanowi
problemu dla użytkowników.W 2010 roku, gdy jeszcze nieliczni
szczęśliwcy inwestowali w bitcoina, ktoś wygenerował sobie 184 miliardy
bitcoinów w jednej transakcji – z niczego. Zawiniła luka w kodzie, a nie
technologia blockchain. Problem został szybko rozwiązany. Zaś w 2016 roku ktoś przejął 75 mln dol. z
DAO, wykorzystując po raz kolejny lukę w kodzie. Tu również logika bazowego DLT
była nienaruszona. W 2019 r. zmarł
dyrektor generalny funduszu zarządzającego kryptowalutami, a wraz z nim stracono
poświadczenia dostępu do zarządzanych przez niego kryptowalut o wartości ponad
150 mln dol. Są niemożliwe do odzyskania. To też nie jest wina blockchaina – to
firma nie wdrożyła odpowiednich kontroli, które pozwoliłyby zapobiec takiemu
scenariuszowi. Co więcej, okazało się, że ów dyrektor przed śmiercią zdążył
okraść wspomniany fundusz.>>> Czytaj też: Koniec śmieciowych polis? Tysiące ludzi mogą odzyskać utopione pieniądzeMIT twierdzi, że blockchain jako
technologia jest bezpieczna. Jednak – jak w przypadku każdej technologii –
problemy z bezpieczeństwem pojawiają się, gdy programiści kodują wymagania
dotyczące produktów i usług. To właśnie linie kodu, protokoły komunikacyjne
itp. mogą zawierać luki. Tworzący blockchain równolegle opracowują wiele
protokołów i języków programowania. W rezultacie programiści mają trudności z
zabezpieczeniem swojego kodu, zwłaszcza, gdy pracują pod presją czasu. Choć blockchain w
dużej mierze opiera się na kryptografii, to nie jest to technologia
samozabezpieczająca. Łańcuchy bloków są zbudowane na sieciach komunikacyjnych i
sprzęcie, który również należy zabezpieczyć. Co więcej, kryptografia wciąż się
zmienia: komputery kwantowe zapewne złamią wiele algorytmów kryptograficznych.Co można zrobić, by blockchain stał się bezpieczniejszy? Należy zadbać o programistów technologii blockchain
nastawionych na bezpieczeństwo. Będzie to wymagać programów nauczania
rozpoczynających się od zajęć programistycznych w szkołach średnich, aż do
stopni uniwersyteckich z obowiązkowymi kursami kodowania zabezpieczonych
łańcuchów blokowych. Obecnie jedynym uniwersytetem na świecie, który oferuje
tytuł magistra technologii blockchain, w szczególności walut cyfrowych, jest
Uniwersytet w Nikozji na Cyprze. Niezbędna jest również edukacja użytkowników na
temat ewentualnych zagrożeń bezpieczeństwa i sposobów skutecznego ich ograniczania
przy niskich kosztach. Bezpieczne wdrożenie technologii blockchain będzie
wymagało czasu i integracji z szerszym ekosystemem bezpieczeństwa, zbudowanym
na tradycyjnym sprzęcie sieciowym, który wymaga tradycyjnego bezpieczeństwa
informacji.92 proc. startupów, które zajmują się
blockchainem, nie odnosi sukcesu – średni czas ich funkcjonowania wynosi zaledwie
15 miesięcy. Przy tak krótkim cyklu życia to sprzedaż prawie zawsze ma
pierwszeństwo przed bezpieczeństwem. To też musi się zmienić. Mimo, że są już
ustalane standardy tworzenia łańcuchów bloków, to nie wystarczy. To ludzie są
strażnikami technologii.>>> Czytaj też: Sieć 6G. Wystartował wyścig o internet kolejnej generacji