Euro może zagrozić dolarowi
psav zdjęcie główneObserwatorFinansowy.pl: W zamyśle swoich twórców euro miało być nie tylko narzędziem oliwiącym europejski wspólny rynek, lecz także istotną waluta globalną, zagrożeniem dla dolara. Nie stało się nim. Dlaczego?Marcel Fratzscher: Warto zacząć od tego, że oprócz wielkiego znaczenie ekonomicznego dla krajów UE, euro ma także olbrzymie znaczenie polityczne. Redukuje prawdopodobieństwo konfliktów i wojen między państwami Europy. O tym nie można zapominać. Prawdą jest jednak, że euro nie stało się walutą na tyle silną, by zagrozić dolarowi. To on jest walutą, w której państwa się zadłużają, w której firmy międzynarodowe między sobą handlują, to w dolarze banki centralne świata trzymają rezerwy. Dolar jako główna waluta globalna amerykańskiej gospodarce daje olbrzymie atuty, obniżając chociażby koszty zadłużania się. Nie znaczy to, że należy zrezygnować z walki o mocniejsze euro.Co więc należy zrobić?Żeby wzmocnić euro, trzeba wzmocnić to, co jest jego podstawą, czyli integrację europejską. Myślę, że konieczna jest głębsza integracja europejskiej bankowości, finansów, rynków kapitałowych, tak by np. polskie firmy mogły zapożyczać się nie tylko lokalnie, ale by kapitał był dla nich łatwo dostępny także poza granicami, by handel wewnątrz UE był jeszcze płynniejszy. Potrzeba także lepszych ram dla polityki fiskalnej w UE oraz redefinicji architektury funkcjonowania samego euro.I te działania pozwolą euro konkurować z dolarem?Tak. Euro ma potencjał do pokonania dolara jako waluty międzynarodowej. Europa to gospodarka większa od amerykańskiej o 200 mln głów, do tego bardziej zróżnicowana, pełniąca także rolę pośrednika w handlu między Wschodem a Zachodem, mająca lepsze kontakty zarówno z Rosją, jak i Chinami – to wszystko mocne argumenty za euro. Wykorzystanie tego potencjału zależy w dużej mierze od tego, czy europejskie elity znajdą odpowiednią wolę polityczną.Czy konkurowanie z dolarem jako cel polityki ekonomicznej ma w ogóle sens? Wielu stawało w szranki i poległo.Dolar jest wciąż potężną walutą, ale nie jest pozbawiony wad. Możliwy jest więc świat, w którym do walutowego stołu dołączą jedna, czy dwie równe mu rangą waluty. Mogą być to Chiny i ichnie RMB (renminbi), ale dlaczego nie miałaby być to także Unia Europejska i euro? Żeby jednak było to możliwe, konieczne jest, jak powiedziałem, zdecydowane, wielopoziomowe działanie już dzisiaj. Odwlekanie sprawy redukuje nasze szanse. Chiny nie zasypiają gruszek w popiele i od dawna robią wszystko, by promować i wzmacniać swoją walutę na arenie międzynarodowej. Musimy robić to samo.Teraz Chiny mają problem – wojnę handlową wypowiedzianą im przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Czy to zagrozi pozycji yuana?Ta wojna osłabia nie yuana, a dolara!Jak to? Amerykanie szkodzą sami sobie?Owszem. Wojna handlowa wskazuje na t Czytaj dalej