Bank policzy nam na wakacjach prawie 5 zł za euro?

psav zdjęcie główneW ostatnich dniach euro dochodziło do granicy 4,40 zł. To o kilkanaście groszy więcej niż na początku zeszłorocznych wakacji. Dla okazjonalnego turysty zmiana kursu jest oczywiście uciążliwa, ale nie powinna zepsuć długo wyczekiwanego urlopu. Zarówno zadowolenie z wypoczynku, jak i kieszeń może natomiast poważnie nadszarpnąć fakt, że poprzez wieloetapowy system prowizji i opłat bank może pobrać nawet 50 gr więcej niż wynosi faktyczny kurs europejskiej waluty. Prowizja pogania prowizję Według marcowego raportu NBP dotyczącego porównania prowizji i opłat w polskim sektorze bankowym, średnie przewalutowanie transakcji (np. transakcja w euro przeliczana na złote) oznacza obciążenie naszego portfela na poziomie 2,82 proc. Jeżeli np. wydamy z karty 1000 euro, to – przy międzybankowym kursie 4,4 zł za euro – na naszym wyciągu pojawi się wydatek 4524 zł zamiast 4400 zł. To strata na poziomie 124 zł. Złudne byłoby jednak myślenie, że to koniec opłat za powyższą transakcję. Wiele banków oprócz zastosowania prowizji od transakcji kartowych stosuje dodatkowo własne kursy walut, które poważnie odbiegają od rynkowych i tych, które są ustalane przez wystawców kart płatniczych. Często w tabeli kursów walutowych stosowany jest spread (różnica między kupnem i sprzedażą) na poziomie 6 proc. Oznacza to, że kurs sprzedaży (ten, po którym kupowane jest automatycznie np. euro w naszych bezgotówkowych transakcjach) różni się o ok. 3 proc. od kursu międzybankowego.>>> Czytaj też: Euro po 4,40 zł, frank najdroższy od roku. Złoty tonie W rezultacie więc do naszego „rachunku” należy dodać kolejne 3 proc. przy przykładowej transakcji. Otrzymujemy więc wynik na poziomie 4660 zł. Jesteśmy już stratni 260 zł, a jednocześnie zapłaciliśmy za euro 4,66 zł, chociaż faktycznie było ono warte 4,40. Niestety, to jest jeszcze koniec naszych wydatków. Pozostał najbardziej skrajny przykład bankowych opłat. Uwaga przy bankomacie: wg banku 100 euro to prawie 500 zł Są banki, którym nie wystarcza prowizja za przewalutowanie na poziomie niespełna 3 proc. oraz nadmuchany kurs sprzedaży obciążający klienta opłatą o kolejne 3 proc. Jeden z polskich banków stosuje do popularnych kart płatniczych czy kredytowych następującą procedurę. Najpierw zostaniemy obciążeni spreadem o wartości ok. 3 proc., a potem – jakby tego było mało – prowizją 5,9 proc. Dla kwoty tysiąca euro nasza bezgotówkowa transakcja już kosztuje 4800 zł, chociaż faktycznie powinna jedynie 4400 zł. Jeżeli dodatkowo zdecydujemy się na wpłatę np. 100 euro z bankomatu, to poza obciążeniem tej transakcji kwotą 9 proc. (kurs z tabeli oraz opłata za przewalutowanie) dodatkowo zapłacimy jeszcze 10 zł prowizji. 100 euro wyjęte z bankomatu będzie nas więc kosztować 490 zł, czyli o 50 zł więcej niż jest warte w rzeczywistości.>>> Polecamy: Czytaj dalej

Kur#a mać chciałoby się…

Kur#a mać chciałoby się zakrzyknąć! Na całe szczęście jest to tylko opcja do wyboru, ale wczoraj w #radio Wrocław dowiedziałem się, że od początku przyszłego roku może to być obligatoryjne!! Ja pierd&lę :/ Ekonomista (chyba, bo nie słuchałem od samego początku) w studio stwierdził, że to będzie katastrofa dla firm bo dużo ich robi tak, że finansuje sobie rożne zobowiązania tym VATem a dopiero oddaje po jakimś czasie (z założenia w terminie) z innych środków. Więc może to zaburzyć płynność finansową firm. Generalnie polega to na tym, że banki musiały utworzyć rachunki VAT, teraz jak ktoś mi płaci 123 000zł fakturę (i wybierze split payment) to 100 tys. trafia na ror a pozostałe 23 na rachunek vat, które to można ruszyć tylko na dwa sposoby: albo przelać do Urzędu Skarbowego ( ( ͡€ ͜ʖ ͡€) Morawiecki approved ) albo przelać innemu przedsiębiorcy płacąc jakieś zobowiązania (wtedy vat będzie potrącony z tego dodatkowego rachunku). No i to sobie sprytnie wymyślili bo takie coś spowoduje efekt śnieżnej kuli: jak ktoś mi zapłacił z podzieloną płatnością to ja zapłacę też innemu i tak się nakręci. Na całe szczęście bardzo to mnie nie dotyczy bo duża część wystawianych faktur jest ze stawką 0%, ale i tak uważam to za zbyt hardkorowe rozwiązanie. #finanse #bekazpisu #japitolecotosiedzeije #banki no i #bzwbk całkiem przypadkiem ;) *mogłem coś popierniczyć, jeśli tak to mnie poprawcie Czytaj dalej

#finanse #polityka #heheszki…

#finanse #polityka #heheszki #neuropa #4konserwy.ru #bekazpisu #bekazlewactwa #dobrazmiana #polska Największe „doświadczenie” systemu #skok to upadki SKOK-ów: Kujawiak, Wspólnota, Wołomin, Polska, Wybrzeże, TwojaSKOK, Wielkopolska, Nike, Skarbiec, Jowisz, Arka Łącznie 430 tys. członków, 5 mld. zł depozytów. Czytaj dalej

Syjonistyczna „dobra zmiana”…

Syjonistyczna „dobra zmiana” według GUS Mimo ostatnich deklaracji o nadwyżce budżetowej, jesteśmy świadkami rekordowego w historii wzrostu zadłużenia Polski. W ciągu dwóch lat Prawo i Sprawiedliwość zwiększyło zadłużenie skarbu państwa o setki miliardów złotych, a nie jak deklarował rząd “zaledwie” 71,6 mld zł. Zadaje to kłam całej politycznej narracji o dyscyplinie finansowej i słynnej “nadwyżce”. Jak to zatem możliwe, że nie byliśmy świadomi procederu zadłużania nas na tak wielką skalę? Odpowiedz na to pytanie leży w kreatywnej księgowości polskiego rządu, która jednak musiała zostać rozłożona na czynniki pierwsze przez GUS, z powodu nacisków Unii Europejskiej. Analitycy musieli bowiem przyjrzeć się rozmiarowi długu publicznego, jednak nie tylko oficjalnym statystykom, ale także ukrywanym zobowiązaniom skarbu państwa, co ostatecznie doprowadziło do odkrycia dość szokujących rezultatów. Okazuje się bowiem, że o ile oficjalny dług publiczny wynosi już blisko 1 bln zł (co odpowiada 52% PKB), to dług ukryty wynosi aż 4,96 biliona złotych, czyli 276 proc. polskiego PKB. Oznacza to, że oficjalne dane pokazują tylko 20% realnego zadłużenia kraju, które już dziś ma wartość dla długoterminowej wypłacalności krytyczną. Co jest strategiczne, dane GUS dotyczą 2015 roku, czyli okresu sprzed wprowadzenia reformy emerytalnej PiS. Ta natomiast oznacza dla zadłużenia państwa prawdziwą katastrofę. Rząd tymczasem manipuluje opinią publiczną bagatelizując sprawę poprzez dane, że w 2018 roku koszt zmian to tylko 10 mld zł. Jednak wzrost zobowiązań na kontach ZUS jest wyliczony na lata do przodu i tutaj statystyka jest ponura. Już w 2015 roku dług emerytalny ZUS wynosił aż 4057 mld zł, czyli 225,5% PKB. Tymczasem koszt reformy Prawa i Sprawiedliwości zwiększył omawiane zobowiązania o kwotę większą niż wynosi cały oficjalny dług publiczny Polski, czyli o aż gigantyczne 1,4 bln zł. Biuro Analiz Sejmowych wyliczyło, że o tyle właśnie więcej z kont ZUS zostanie wypłacone emerytom do roku 2060 tylko w wyniku zmian w jednej ustawie. Obniżka wieku emerytalnego jest aktem prawnym, który momentalnie doprowadził zatem do rekordowego w historii wzrostu długu publicznego. Polskie władze zawsze miały problem z dyscypliną finansów publicznych, jednak jeśli uzmysłowiłem sobie, że już w 2015 roku mówiliśmy o 325% PKB całkowitego długu publicznego, to w tym przypadku mówimy o decyzji, która doprowadzi nieuchronnie do niewypłacalności państwa polskiego. Źródło: stat.gov.pl „Obniżka wieku emerytalnego jest aktem prawnym, który momentalnie doprowadził zatem do rekordowego w historii wzrostu długu publicznego.” Nie podzielam powyższej opinii autora tekstu. Owszem, obniżenie wieku emerytalnego spowoduje wzrost długu publicznego, jednak jest to przyczyna pośrednia, będąca skutkiem żydo-reżimowej polityki w IIIRP/Polin celowo Czytaj dalej

DZIEŃ NA GPW: WIG 20 wzrósł o prawie 2 proc., jednak nadal jest w trendzie spadkowym

psav zdjęcie główneWIG 20 wzrósł we wtorek na zamknięciu o 1,9 proc. do 2.160 pkt. i zakończył sesję w pobliżu dziennego maksimum. Indeks dużych spółek znajduje się ok. 18 proc. poniżej szczytu ze stycznia (2.630 pkt.). WIG zwyżkował o 1,4 proc. do 56.393 pkt., a mWIG 40 poszedł w górę o 0,2 proc. do 4.206 pkt. Na zachodnich parkietach również wzrosty – ok. godz. 17.00 DAX, FTSE i CAC rosły o odpowiednio: 0,8 proc., 0,6 proc. 0,8 proc. Wtorkowa, skrócona sesja na Wall Street rozpoczęła się od wzrostów – Dow Jones Industrial i S&P 500 zwyżkują o ok. 0,2 proc. Rynki finansowe w Europie odetchnęły z ulgą po zażegnaniu (przynajmniej na razie) kryzysu politycznego w Niemczech, który groził rozpadem koalicji rządzącej. Kanclerz Angela Merkel (CDU) i szef bawarskiej CSU Horst Seehofer osiągnęli kompromis w sporze o migrację. „Europa zieleniła się przeważnie, choć wzrosty nie przekraczały 1 proc. WIG20 był dziś najmocniejszy na kontynencie. Jego siła wynika jednak nie tyle z uderzenia popytu, co z cofnięcia się podaży – napisał w komentarzu Witold Zajączkowski z DM BOŚ. Zdaniem Pawła Małmygi, analityka z DM PKO BP, w bardzo krótkiej perspektywie WIG 20 może wzrosnąć do 2.200 pkt., gdzie znajduje się najbliższy ważny poziom oporu. W dłuższej perspektywie nic nie wskazuje jednak na koniec spadków. „Wczoraj na WIG 20, czy też na WIG, wyznaczone zostało nowe minimum trendu spadkowego, który rozpoczął się pod koniec stycznia. Także w dłuższej perspektywie nic się nie zmienia” – dodał. Według analityka w środę aktywność na rynkach finansowych będzie zdecydowanie niższa, z powodu Dnia Niepodległości w USA. Obroty na GPW wyniosły 504 mln zł, w tym 384 mln zł na akcjach WIG 20. Wśród blue chipów najmocniej wzrosło na zamknięciu LPP (+5,6 proc.). Wycena spółki znajduje się prawie 9 proc. poniżej szczytu z połowy maja. Grupa LPP szacuje, że miała w II kw. 2018 roku 2,048 mld zł przychodów i 310 mln zł zysku operacyjnego. Konsensus PAP Biznes zakładał przychody na poziomie 1,996 mld zł i EBIT na poziomie 288,8 mln zł. Analitycy oceniają wyniki pozytywnie. Spadkom wśród spółek z WIG 20 przewodziło z kolei CCC (-4,2 proc.). Od początku czerwca notowania producenta obuwia poszły w dół o 28 proc. i obecnie znajdują się 37 proc. poniżej szczytu ze stycznia. O 2 proc. do 191,10 zł zniżkowały notowania Kruka. Kurs spółki spadł poniżej minimum z listopada 2016 r. i znajduje się obecnie na najniższym poziomie od czerwca 2016 r. O 2,7 proc. do 104,0 zł wzrosła wycena Dino Polska. Zdaniem zarządzających MM Prime TFI, w dobie dominacji niedźwiedzi inwestorzy znacznie bardziej skupiają się na spółkach defensywnych, a jedną z nich jest Dino Polska. Od początku ubiegłego tygodnia wycena spółki wzrosła o ok. 7 proc. W tym czasie mWIG 40 zniżkował o niecały 1 proc. „Kurs akcji porusz Czytaj dalej

Zaraz spadną pierwsze bomby w wojnie celnej

psav zdjęcie główneGorąca dyskusja o stratach w handlu zagranicznym pomiędzy USA i Chinami, a także Unią Europejską oraz pojawiające się ze wszystkich stron sporu kwoty sięgają sięgają miliardów dolarów i sugerują jedno – kłopoty. Na razie jednak nie mamy do czynienia z prawdziwą wojną celną. Do tej pory faktycznie zostały wprowadzone jedynie obostrzenia dotyczące stali oraz aluminium, a Chiny czy EU zastosowały środki odwetowe, które w skali globalnej są mikroskopijne. W ostatnich latach pomiędzy globalnymi partnerami handlowymi także dochodziło do sporów. W 2002 r. administracja prezydenta George’a W. Busha wprowadziła cła na stal oraz aluminium, ale wycofała się z nich po kilkunastu miesiącach. Z kolei prezydent Barack Obama nałożył w 2009 r. cła na chińskie opony, co miało być elementem walki zarówno o miejsca pracy dla amerykańskich pracowników, jak o poszanowanie wartości intelektualnej w Chinach. Faktycznie jednak według wyliczeń think-tanku American Enterprise Institute (AEI) kosztowały one Amerykanów 926 tys. dolarów na każde uratowane w przemyśle miejsce pracy (w sumie 1200 etatów) oraz spowodowały, że utracono 3700 miejsc pracy w handlu. Można powiedzieć, że do tej pory bieżące działania Białego Domu nie różnią się znacznie od wcześniejszych zabiegów. Z tego względu przez długi czas były odbierane stosunkowo spokojnie przez rynek jako element politycznej walki o niewielkim wpływie na realną gospodarkę. Zbliżamy się jednak do dnia, gdy Stany Zjednoczone fizycznie wprowadzą dotkliwe obostrzenia handlowe na chińskie towary. Od 6 lipca import o wartości 34 mld dolarów zostanie objęty 25-procentowym cłem. Jeżeli przez najbliższe kilka dni nie dojdzie do zawieszenia obostrzeń bądź wycofania się z tego pomysłu, to początek wakacji będzie można uznać za datę zrzucenia pierwszych bomb w wojnie celnej. Akcja, a po niej reakcja Na zastosowanie ceł o wartości 34 mld dol. na chińskie towary (krótko później także zwiększenie ich o dodatkowe 16 mld) chińska strona nie czeka bezczynnie. Odwet o tej samej skali już jest zaplanowany. W pierwszej turze obostrzeniom ma być objęty handel na 100 mld dolarów w ujęciu rocznym. Według szacunków ekonomistów Bloomberga bazujących na modelu makroekonomicznym NiGEM, spowodowałoby to obniżenie tempa wzrostu ok. 0,2 pkt proc. zarówno w USA, jak i w Chinach. To stosunkowo niewiele, ale warto pamiętać, że zaburzenia handlowe przekładają się na inne elementy gospodarki. Jeżeli pierwszy etap wojny handlowej wywoła spadki na poziomie 10 proc. na amerykańskim rynku akcji, to możemy mieć do czynienia z wyhamowanie wzrostu PKB o kolejne 0,4 pkt proc. w 2019 r. Warto także pamiętać, że amerykańska administracja analizuje wprowadzenie ceł praktycznie na cały import z Chin (450 z 500 mld dol). Niewykluczone z kolei, że Chińczycy w ramach odwetu mogliby stosować nie tylko obo Czytaj dalej

DZIEŃ NA RYNKACH: Na Wall Street zwyżki; kolejne mocne dane z amerykańskiego przemysłu

psav zdjęcie główneDow Jones Industrial rośnie o 0,1 proc., S&P 500 zwyżkuje o 0,1 proc., a Nasdaq Comp. pozostaje bez zmian. Podobne nastroje panują na europejskich giełdach – po południu Euro Stoxx 50 zyskuje 1 proc., FTSE 100 w górę o 0,7 proc., CAC 40 ze zwyżką o 0,9 proc., DAX na plusie o 1 proc. Wtorkowa sesja przebiega przy niskiej aktywności amerykańskich traderów – w środę w USA obchodzone jest Święto Niepodległości. Handel na NYSE we wtorek trwa tylko do 19.00 czasu polskiego. Z amerykańskich spółek o 2 proc. spada giełdowa wycena Facebooka. Spółka poinformowała we wtorek, że współpracuje w sprawie wycieku danych użytkowników portalu społecznościowego do Cambridge Analitycy z nadzorem finansowym (SEC) i śledczymi z FBI. Do tej pory przyglądali się temu jedynie kongresmeni oraz urzędy ds. konkurencji. Mocno, o ponad 4 proc., w dół idzie też kurs Tesli. Główny inżynier spółki Doug Field nie wróci do pracy po zwolnieniu. Wahają się z kolei kursy spółek motoryzacyjnych, które przedstawiły miesięczne dane o sprzedaży aut. Notowania spółki Fiat Chrysler rosną o 0,1 proc., a kurs Forda zniżkuje o 0,3 proc. W Londynie o ponad 5 proc. spadają walory Glencore, jednego z największych na świecie producentów i dostawców towarów i surowców. Spółka dostała we wtorek od amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości nakaz dostarczenia dokumentów m.in. w związku z podejrzeniem prania brudnych pieniędzy. Uwagę inwestorów może przykuć wieczorem publiczne wystąpienie głównego ekonomisty EBC Petera Praeta, który zabierze głos o godz. 18.00 w Bukareszcie. KOLEJNE MOCNE DANE Z AMERYKAŃSKIEGO PRZEMYSŁU We wtorek po południu z USA napłynęły odczyty z amerykańskiej gospodarki. Jak podał Departament Handlu USA, zamówienia w przemyśle amerykańskim w maju wzrosły o 0,4 proc. mdm. Analitycy szacowali, że wskaźnik pozostanie bez zmian mdm. Z kolei zamówienia na dobra trwałe w USA w maju spadły o 0,4 proc. mdm – poinformował Departament Handlu USA w finalnym wyliczeniu. Analitycy oczekiwali odczytu na poziomie -0,5 proc. mdm. Zamówienia na dobra trwałe z wykluczeniem środków transportu w maju pozostały bez zmian mdm, po zwyżce w kwietniu o 1,9 proc. mdm. To kolejne, wyższe od oczekiwań odczyty z amerykańskiego przemysłu na początku tygodnia. W poniedziałek rynki zaskoczył odczyt wskaźnika aktywności w przemyśle w USA (ISM), który w czerwcu wzrósł do 60,2 pkt., wobec 58,7 pkt. w maju. Analitycy spodziewali się indeksu na poziomie 58,5 pkt. W górę poszedł też indeks PMI, określający koniunkturę w amerykańskim sektorze przemysłowym, przygotowywany przez Markit Economics, który wyniósł w czerwcu 55,4 pkt. wobec 56,4 pkt. w poprzednim miesiącu. WOJNA HANDLOWA WCIĄŻ W CENTRUM UWAGI Chiny nie będą korzystać z polityki kursowej jako narzędzia w radzeniu sobie z konfliktem handlowym, a ostatnio obserwowana przecena ju Czytaj dalej

DZIEŃ NA FX: FI: PLN może odreagować; przecena krajowych SPW przejściowa

psav zdjęcie główne”Dziś nastąpiło lekkie umocnienie złotego, który wczoraj był powyżej 4,40/EUR. Jednak nad rynkami cały czas wisi sprawa wojny handlowej (…) Na rynku długu miała dziś miejsce przecena. Na długim końcu krzywej rentowności wzrosły o 7-8 pb, a na krótkim 3 pb” – powiedział Soszyński. Według ekonomisty, można spodziewać się odreagowania złotego. Kolejnym poziomem wsparcia dla PLN jest 4,34/EUR, jednak w tym tygodniu eurozłoty raczej nie spadnie do tego poziomu. „Wierzymy w jakieś odreagowanie, bo poziom eurozłotego jest dość wysoki (…). Na razie wydaje się, że sytuacja powinna się troszkę uspokajać. Elementem ryzyka jest to, że jutro jest święto w Stanach” – powiedział. Zdaniem Soszyńskiego, wzrost rentowności krajowych SPW jest przejściowy i na rynku długu również można spodziewać się odreagowania. „Spodziewam się powrotu do 3,20 (rentowności 10-latki). W fundamentach nie dostrzegamy niebezpieczeństw” – powiedział. Zdaniem ekonomistów z ING Banku Śląskiego, w III kwartale złoty będzie bardziej odporny na zawirowania niż inne waluty w regionie. W ich opinii długoterminowe perspektywy dla krajowych SPW są natomiast negatywne. „Sektor motoryzacyjny w Polsce ma istotnie mniejsze znaczenie w kształtowaniu PKB niż ma to miejsce w Czechach czy na Węgrzech, dlatego też podniesienie ceł na import europejskich aut do USA silniej uderzy w koronę (CZK) oraz forinta (HUF)” – napisali w tygodniku. „Długoterminowe perspektywy POLGBs są negatywne – w naszej ocenie polskie papiery prawdopodobnie stracą w ślad za Bundem pod koniec roku” – dodali. wt wt pon 16.45 10.00 16.20 EUR/PLN 4,3904 4,4097 4,3964 USD/PLN 3,7659 3,7811 3,7882 CHF/PLN 3,7936 3,81 3,8027 EUR/USD 1,1658 1,1662 1,1605 OK0720 1,64 1,62 1,61 DS1023 2,6 2,58 2,54 WS0428 3,27 3,25 3,21 Czytaj dalej

Euro po 4,40 zł, frank najdroższy od roku. Złoty tonie

psav zdjęcie główneOsoby, które czekały z zakupem waluty na wakacje, mogą tego żałować. Po raz kolejny to wiosna okazała się dogodniejszym momentem na wymianę. W kwietniu średni kurs EUR/PLN wynosił 4,19. Dziś za wspólną walutę zapłacimy o ponad 20 groszy więcej – zaznacza analityk Ekantor.pl. Gorąca atmosfera osłabia złotego Tegoroczne lato nie jest dobrym czasem dla walut rynków wschodzących – a za taką wciąż uważany jest złoty. Wystarczył tydzień by euro z 4,33 PLN umocniło się do 4,40 PLN. To najwyższa wartość od stycznia 2017 roku – dodaje analityk. Taka sytuacja jest wynikiem atmosfery panującej na szerokim rynku. Napięcia, w centrum których znajduje się postać Donalda Trumpa (mowa o narastających konfliktach handlowych USA i kolejnych cłach nakładanych przez Biały Dom) wywołują niepewność na rynku walutowym, co skłania inwestorów do wycofania się z ryzyka i przenoszenia do bezpiecznych przystani. Tą przystanią, choć może się wydawać to dość przewrotne, jest dolar. Nie jest to jednak jedyny argument po stronie amerykańskiej waluty. Nie bez znaczenia są również kolejne podwyżki stóp procentowych dokonywane przez Rezerwę Federalną, w czasie gdy Europejski Bank Centralny stara się zachować dużą dozę ostrożności – także w słowach. Spokojna retoryka Mario Draghiego ciąży euro, a co za tym idzie także złotemu, który podąża w ślad za wspólną walutą tyle, że trudniejszym szlakiem. Kryzys w Niemczech zażegnany? Dodatkowym czynnikiem, odpowiedzialnym za pogorszenie nastrojów po europejskiej stronie, był kryzys w niemieckiej polityce wywołany niemożnością wypracowania kompromisu między kanclerz Angelą Merkel a ministrem spraw wewnętrznych i liderem bawarskiej partii CSU Horstem Seehoferem w sprawie migrantów. Konflikt był na tyle silny, że Seehofer rozważał dymisję – o czym poinformował w weekend wywołując tym samym lawinę niepewności o przyszłość niemieckiego rządu, a co za tym idzie, wzniecając jeszcze silniej awersję do ryzyka na rynku walutowym. Ostatecznie udało się jednak osiągnąć porozumienie – To dobra wiadomość nie tylko dla euro, ale również walut jej pokrewnych. Trudno jednak spodziewać się by miała ona diametralnie odmienić sytuację złotego – zaznacza Orawczak z Ekantor.pl. O ile na rynku nie pojawiają się kolejne niepokojące sygnały – co w przypadku Twittera Donalda Trumpa może wydawać się czystą loterią – to można wyczekiwać wyhamowania spadków złotego. Patrząc w szerszym ujęciu, atmosfera nie będzie jednak sprzyjać polskiej walucie. Obawy o eskalację konfliktów handlowych nie wygasną przecież z dnia na dzień – podsumowuje analityk Ekantor.pl.Bliski koniec turbowzrostu naszej gospodarki Czytaj dalej

DZIEŃ NA FX: FI: EUR: PLN może wzrosnąć do 4,42 w ciągu tygodnia

psav zdjęcie główne”Dziś złoty się osłabia. Ma to podłoże międzynarodowe, osłabiają się wszystkie waluty regionu. Jest to spowodowane coraz bardziej realnym podwyższeniem przez USA ceł na import samochodów, co negatywnie wpłynęłoby na gospodarki Europy Środkowo Wschodniej” – powiedział Jakub Rybacki, ekonomista ING Banku Śląskiego. Zdaniem Konrada Ryczki, analityka z DM BOŚ, w przypadku złotego dodatkowo inwestorzy muszą zmierzyć się z eskalacją konfliktu na linii Warszawa-Bruksela. Komisja Europejska uruchomiła procedurę naruszenia unijnego prawa wobec polskiej ustawy o Sądzie Najwyższym – poinformowała KE w poniedziałkowym komunikacie. Władze w Warszawie mają miesiąc, aby odpowiedzieć na wezwanie KE do usunięcia uchybienia. „EUR/PLN kieruje się w stronę oporu na 4,40 PLN. Kluczowe dla PLN pozostają nastroje na szerokim rynku, stąd nikła reakcja na dzisiejsze wskazania makro (PMI za czerwiec na poziomie 54,2 pkt. oraz flash CPI 1,9 proc. rdr)” – napisał Ryczko w komentarzu. Według ekonomistów z ING Banku Śląskiego, w ciągu tygodnia prawdopodobny jest wzrost EUR/PLN do oporu na 4,42. „Według naszych szacunków złoty jest już jednak istotnie niedowartościowany, co powinno ograniczać pole do dalszego wzrostu EUR/PLN. W naszej ocenie w lipcu złoty okaże się bardziej odporny na zawirowania niż inne waluty w regionie. Polska ma bardziej zróżnicowane przetwórstwo niż Czechy, czy Węgry, przez co jest mniej podatna na ew. wzrost ceł na import aut do USA” – napisali w raporcie. W poniedziałek kurs EUR/PLN osiągnął dzienne maksimum o godz. 15.30 wzrastając do 4,40. RYNEK DŁUGU „Bieżący sentyment sprzyja rynkom długu głównie w gospodarkach rozwiniętych. Akurat polski dług też w miarę podąża za zamianami na rynku niemieckim. Z jednej strony wsparciem (dla polskich SPW – PAP) jest niska podaż ze strony MF, a z drugiej też pewnie niska ekspozycja na problemy gospodarcze związane z eksportem samochodów na tle pozostałych gospodarek regionu” – powiedział Rybacki. „Krótkookresowo raczej spodziewałbym się stabilizacji lub spadku rentowności krajowych SPW” – dodał. poniedziałek poniedziałek piątek 16.20 9.20 16.30 EUR/PLN 4,3964 4,3899 4,3735 USD/PLN 3,7882 3,7733 3,7536 CHF/PLN 3,8027 3,804 3,7817 EUR/USD 1,1605 1,1634 1,1652 OK0720 1,61 1,62 1,61 DS1023 2,54 2,54 2,52 WS0428 3,21 3,21 3,2 Czytaj dalej

Węgierski forint nigdy nie był tak słaby wobec euro jak obecnie

psav zdjęcie główneKontynuując spadki z zeszłego tygodnia, kiedy to od środy forint codziennie bił rekord najniższego kursu wobec euro, w poniedziałek węgierska waluta spadła do 330,25 ft za jedno euro. Portal Index.hu ocenił, że spadek kursu forinta mogłoby zahamować podniesienie stóp procentowych przez Węgierski Bank Narodowy (MNB), ten jednak nie uczynił tego na ostatnim posiedzeniu 19 czerwca, tłumacząc, że nie ma celu kursowego, a priorytetowo traktuje utrzymywanie w ryzach inflacji. Jak podkreśla Index.hu, MNB jest jednym ostatnich banków centralnych w regionie, które nie zaczęły podnosić stóp po luźnej polityce monetarnej ostatnich lat. Rzecznik rządu Zoltan Kovacs na czwartkowej konferencji prasowej powiedział, że Węgry mają dobre wskaźniki makroekonomiczne i stan gospodarki nie tłumaczy obecnego kursu forinta. „Nie wykluczamy, że w tle istnieją jakieś procesy spekulacyjne” – oznajmił. Index.hu podkreśla jednak, że spada nie tylko kurs forinta, ale także innych walut w regionie: złotego, czeskiej korony i rumuńskiego leja, co można wytłumaczyć kilkoma przyczynami zewnętrznymi. Jedną z nich jest to, że amerykański bank centralny Fed zaczął podnosić stopy, przez co amerykańskie obligacje stały się atrakcyjniejszym celem inwestycji niż niezbyt dochodowe papiery wartościowe emitowane przez państwo węgierskie. Portal zauważa jednak, że pozostałe wymienione waluty deprecjonują się w mniejszym stopniu niż forint. W przypadku leja wynika to z podnoszenia stóp przez bank centralny, jeśli zaś chodzi o Polskę i Czechy, to choć „węgierskie wskaźniki makroekonomiczne są dobre, to czeskie i polskie są jeszcze lepsze, a poza tym tamtejsze banki centralne już zapowiedziały, że są skłonne podnieść stopy, a czeski bank już zwiększył stopę bazową” – pisze portal. Index.hu podkreśla, że niski kurs forinta odczują na własnej kieszeni Węgrzy wybierający się na urlop za granicę. Portal wskazuje, że w ciągu roku kurs forinta wobec euro spadł w sumie o 4,3 proc., co oznacza wyższe wydatki np. we Włoszech czy Grecji, ale obniżył się też w stosunku do chorwackiej kuny (o 5,3 proc.) oraz bułgarskiego lewa (o 4,3 proc.). Obecny kurs forinta jest zaś korzystny dla eksportujących swoje towary przedsiębiorstw, które w niewielkim stopniu korzystają z surowców importowanych. Specjaliści są raczej zgodni, że niski kurs forinta się utrzyma – pisze Index.hu. Tatha Ghose z Commerzbanku prognozuje, że pod koniec 2018 roku za euro trzeba będzie płacić niewiele mniej niż obecnie – 325 ft, zaś ekspert ING Banku Peter Virovacz spodziewa się dalszego spadku kursu węgierskiej waluty – do ok. 335 ft za euro. Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska >>> Polecamy: Woś: Nieliczni nie lubią podatków. Niestety, to oni decydują [FELIETON] Czytaj dalej